Początki misji Klaretyńskiej Prowincji Polskiej w Burkina Faso II

Soubré, kwiecień 2011

[Poniższy artykuł ukazał się w 28/2016 numerze "Przyjaciela Misji Klaretyńskiej"; zawiera on fragmenty zamieszczone na blogu, ale też sporo nowych treści, dlatego zdecydowałem się go tutaj zamieścić, ale bez nadawania mu kolejnego numeru porządkowego - przyp. redaktora]

Szczęść Boże z Koudougou!

Ksiądz Roman właśnie prosił o napisanie jakiegoś artykułu. Pomocna w tym będzie malaria, która właśnie „uspokoiła mnie” na kilka dni. To już czwarta od przyjazdu do Burkina Faso w maju 2015 – pobijam moje malaryczne rekordy zachorowań...

Początki misji Klaretyńskiej Prowincji Polskiej w Burkina Faso

Od mojego obecnego biskupa dowiedziałem się jak poznał Klaretynów. Będąc w Abidjanie, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, spotkał przypadkowo naszego księdza, którego rodzina pochodzi z Burkina Faso. Po tym kontakcie nastąpiła wymiana korespondencji miedzy biskupem i Prowincjałem. Musiało to być z początkiem 2013 roku gdyż to wówczas, przed rozpoczęciem mojego roku sabatycznego, po raz pierwszy Prowincjał wspomniał o ewentualności otwarcia misji w nowym kraju w Afryce. Rok później Prowincjał, ekonom prowincjalny wraz z superiorem regionalnym z Wybrzeża Kości Słoniowej odwiedzili biskupa w diecezji Koudougou. Owocem tego spotkania był list informujący biskupa o podjęciu się przez Klaretynów polskich otwarcia nowej parafii w jego diecezji. List datowany we wrześniu 2014 roku zapowiadał posłanie pierwszego misjonarza po Wielkanocy 2015 roku w celu przygotowania otwarcia parafii. Tyle wspomnień z kart historii . Teraz postaram się opowiedzieć jak potoczyło się to w życiu.

Dziewięć miesięcy od wspomnianego listu do biskupa, końcem maja 2015 roku w piątkowe popołudnie, wysiadłem na lotnisku w Ouagadougou, gdzie oczekiwał na mnie Ekonom diecezji Koudougou, posłaniec biskupa, trzymając w ręku kartkę z odręcznie, poprawnie wypisanym imieniem: „Zbigniew”. Wieczorem, już w Koudougou, z kolacją oczekiwali na nas: ksiądz biskup, wikariusz biskupi i dwóch księży z najważniejszych instytucji diecezjalnych. Serdeczność przyjęcia pozwoliła mi nie dostrzec całkowicie nieprzygotowanego na przyjęcie gościa pokoju, w którym miałem spędzić kilka następnych tygodni.

Po lewej moje mieszkanie (ostatnie drzwi). A po prawej - kuchnia w której gotuje się dla nas (14 osób) posiłki:

 

Poznawanie i nawiązywanie kontaktów tak mogę podsumować pierwsze tygodnie mojego pobytu na Prokurze Misyjnej. Nazwa pozostała z czasów organizacji pierwszych placówek misyjnych. Dziś raczej nazwalibyśmy to siedzibą kurii biskupiej, gdyby nie to, iż biskup urzęduje od kilku lat gdzie indziej. Przyjęła mnie wspólnota trzynastu księży: urzędników kurialnych, studentów i odpowiedzialnych za różne duszpasterstwa. Co niedziele któryś z nich zabierał mnie ze sobą na msze. Zacząłem intensywnie z samym biskupem: następnego poranka po wspomnianej kolacji wyjazd na poświecenie kościoła, a w niedzielę na bierzmowanie do sąsiedniego miasteczka, gdzie w parafii prowadzonej przez OO. Franciszkanów pracuje dwóch Polaków.

Dawna siedziba biskupa:

Tydzień później, w kolejną niedzielę, biskup przedstawił mnie jako Misjonarza Klaretyna, członka Zgromadzenia które ma podjąć się założenia nowej parafii poprzez podział parafii katedralnej. Tyle, że tym razem owacja przyjęcia wiadomości przez wiernych z trzech istniejących parafii z Koudougou nie zdusiła nasuwających się pytań co do organizacji pewnych spraw.

Otóż w ową niedzielę w kościele katedralnym odprawiana była jedyna msza na cale miasto: uroczyste zakończenie Diecezjalnego Roku Rodziny. Przewodniczył uroczystościom oczywiście biskup ordynariusz. Korzystając z wielkiego zgromadzenia wiernych szef diecezji postanowił publicznie ogłosić swój projekt otwarcia nowej parafii, projekt który właśnie nabierał konkretnych kształtów. Piękna sprawa. Nie dograno jedynie małego szczegółu. Nikt nie poinformował mnie o tym, że mam na tej mszy być, bo będę przedstawiany. Dodam iż mieszkałem po sąsiedzku z plebanią katedry. To zresztą uratowało niezręczną sytuacje. Gdy o niczym nie wiedząc spokojnie wróciliśmy z księdzem ekonomem z mszy odprawionej w położonym za miastem Foyer de Charite, gdzie dane mi było ochrzcić pierwszego dzieciaka na mojej nowej misyjnej ziemi, zadyszany przybiegł po nas jakiś ksiądz informując, że natychmiast mam dołączyć do biskupa. Właśnie kończyły się niekończące się ogłoszenia i przemowy, i za chwilkę głos miał zabrać biskup. Pojawiłem się na czas. Wszystko dobre co się dobrze kończy, tak?

Mimo tego uroczystego ogłoszenia powodu mojego przybycia do Koudougou, pomimo sąsiedztwa z plebanią katedralną, najdłużej przyszło mi czekać na spotkanie właśnie z proboszczem katedralnej parafii i jego ekipą duszpasterzy.

Biskup odpowiedział na moją prośbę o spotkanie robocze natychmiast. We wtorek po moim przylocie, wspólnie z księdzem wikariuszem generalnym, do niedawna proboszczem katedry, omawialiśmy podstawowe sprawy zgodnie z ustaleniami po wizycie naszej delegacji z prowincji przed niespełna rokiem. Tego samego popołudnia ksiądz wikariusz generalny zorganizował pierwsze spotkanie z grupą wiernych w dzielnicy Św. Felicji, w której znajduje się teren pod kościół. W ciągu kilku kolejnych dni ksiądz ekonom wprowadził mnie w złożony problem terenu pod nowa misję. Oprowadzając po kilku miejscach na których mogłaby powstać parafia naświetlił nie rozwiązany od lat konflikt miedzy wspólnotą katolicką i którymś z licznych tutaj kościołów protestanckich. Przedstawiciel ich wspólnoty przed wielu laty przekupił burmistrza miasta i wykupił przed nami przylegający do naszej parceli teren, od dawna nam obiecany przez tego samego burmistrza. Dodam, że od czasu spotkania z Prowincjałem i jego oficjalnego listu o podjęciu przez nas placówki, w sprawie zakończenia problemu z terenem nic nie zrobiono.

Powrócę do spotkania z wiernymi z dzielnicy w której miała powstać parafia. Po jednej stronie zasiedli: ksiądz wikariusz generalny, ksiądz Ekonom diecezji, ksiądz proboszcz katedralnej parafii i ja. Po drugiej stronie katechista i 5 osób z rady dzielnicy Święta Felicja. Atmosfera bardzo oficjalna, tradycyjne afrykańskie podanie wody, przedstawianie poszczególnych osób, pytanie o „nowiny” i w końcu przejście do sedna sprawy. Wszystko w języku lokalnym z tłumaczeniem dla mnie na francuski. Gdy ja na zakończenie zabrałem głos okazało się, że w sumie nie trzeba tłumaczyć bo wszyscy rozumieją francuski. Dopiero po obejściu terenu i wspólnym pamiątkowym zdjęciu opadły bariery kurtuazji i wylała się radość widoczna w ich oczach od samego początku spotkania. Wystrzeliła braterskim, męskim uściskiem rąk przy pożegnaniu, niekończącymi się pozdrowieniami i zapewnieniami o wsparciu jakiegokolwiek będzie mi potrzeba. Odwożąc mnie do domu na prokurze, ich były proboszcz potwierdził moje wrażenia – ludzie ci czekają od kilku lat na utworzenie parafii w ich dzielnicy, stąd ich entuzjazm.

Prokura misyjna oddalona jest o 5 km. od terenu pod nową parafię. Pierwszym zadaniem powierzonym moim przyszłym parafianom było znalezienie mieszkania do wynajęcia w pobliżu terenu. Mijał tydzień, drugi i trzeci. Pytany o postępy w poszukiwaniach domu wikariusz generalny odpowiadał zawsze tak samo: wierni są w pełnej mobilizacji. W końcu pierwszego tygodnia lipca przeprowadziłem się do dzielnicy Św. Felicji w pobliżu trenu naszej przyszłej parafii. Wierni, zawstydzeni przeze mnie na jednym ze spotkań przygotowujących moją przeprowadzkę, zaopatrzyli mnie w podstawowe rzeczy: wypożyczone łóżko, kilka krzeseł, biurko i stół, kilka talerzy i garnków, butle gazową. Droższe wyposażenie kupowałem sam. Zaczęło się codzienne życie w nowej rzeczywistości: niby z ludźmi ale bez żadnej możliwości „dowodzenia”. Ksiądz – gość. Oprócz ogłoszenia celu mojego przyjazdu biskup nie określił jaka jest moja sytuacja prawna. Proboszcz katedralnej parafii potraktował moją obecność najwyraźniej jako dodatkowego, nic nie kosztującego wikariusza. Na pierwszym spotkaniu przy kolacji, nie poruszaliśmy żadnych ważnych spraw: zachęcał jedynie bym prowadził im sobotnie wieczorne msze w języku francuskim, odpuszczając mi te poranne czwartkowe o 6-ej rano, ze względu na odległość. Ja stanąłem na stanowisku nie podejmowania konkretnej odpowiedzialności w jego parafii, zanim biskup nie opowie się oficjalnie co do mojej roli. Poprosiłem proboszcza jedynie o pozwolenie odmawiania różańca w każdą niedzielę z wiernymi z mojej dzielnicy. Miał to być jedyny stały kontakt z wiernymi. Już w pierwszą niedzielę zaprosiłem ludzi, by dołączyli się do mojego codziennego różańca przy grocie. Drugie robocze spotkanie z ekipą księży z Katedry w październiku przed rozpoczęciem roku duszpasterskiego utknęło w martwym punkcie, gdy poprosiłem żeby proboszcz nie włączał mnie w grono wikariuszy z przydzielonymi sektorami odpowiedzialności, gdyż jestem przekonany, że nowa parafia powstanie z początkiem roku duszpasterskiego. Poddając w wątpliwość moją opinię, z nieukrywanym podenerwowaniem, proboszcz zakończył spotkanie.

Na terenie na którym miałoby powstać centrum parafialne zastałem już wybudowaną grotę, salę spotkań, w okropnie zaniedbanym stanie oraz dom katechisty. Wszystko to zajmuje ponad jedną trzecią terenu pięknie położonego na dominującym nad okolicą wzniesieniu.

Pierwsze spotkanie robocze z grupa odpowiedzialnych w dzielnicy to prośba o przemyślenie możliwości znalezienia miejsca do odprawiania mszy świętej. Tydzień później, na kolejnej naradzie, przeszedł mój pomysł. Będziemy przekształcać istniejącą salę w kaplicę. Wyburzymy tylną ścianę, wstawiając drzwi na całej długości. Dobudujemy hangar, tworząc przedłużenie kaplicy na niedzielne i świąteczne msze. Miesiąc sierpień miał być poświęcony na zbieranie funduszy na budowę. Ludzie podbili moje serce poranną akcją zbierania żwiru, którego pełno jest na całym naszym placu. Tak pracowitych ludzi miałem niewielu na mojej poprzedniej misji.

Na trzynastego sierpnia przygotowałem wiernym prezent – niespodziankę. Na granicy nie zabudowanego terenu misji posadziłem tymczasowy "Ogród Różańcowy". Poprosiłem biskupa o poświecenie Drogi Różańcowej dając mu okazje do modlitwy i przemówienia do wiernych w miejscu gdzie ma powstać parafia. Kopanie fundamentów pod filary hangaru rozpoczęliśmy we wrześniu. Roboty przewidziane były do końca października, tak by na święto naszego założyciela można było poświecić miejsce kultu.

W pierwszym tygodniu października powitałem mojego współbrata, nowo wyświeconego klaretyna z Wybrzeża Kości Słoniowej, księdza Narcyza Kouame. Pierwszy miesiąc miał spędzić na prokurze misyjnej, tak jak ja, by poznać kapłanów, ich styl życia, nawiązać kontakty. Ja zaś w tym czasie miałem znaleźć mieszkanie dla nas obu. Początkowo współbrat mój źle przyjął tę decyzję, dyktowaną życiem i doświadczeniem, później zrozumiał że tak trzeba było. Z początkiem listopada wprowadziliśmy się do wynajętego domu w obrzeżnej dzielnicy miasta, oddalając się niestety od terenu pod kościół o piec kilometrów. Prace przy przebudowie kaplicy przeciągały się. Co chwila jakieś przeszkody i organizacyjne nieporozumienia. Doglądanie robót przy hangarze powierzyłem świeckim, sam zajmując się przebudową salki na kaplicę. Nie posuwały się też decyzje biskupa w sprawie otwarcia parafii.

Dopiero zapowiedziana na listopad wizyta Ojca Prowincjała ruszyła sprawy z miejsca. Biskup spotkał się kilkukrotnie z odpowiedzialnymi kościoła protestanckiego, aby uregulować problem terenu. Określił się też co do terminu ogłoszenia otwarcia parafii: dokona tego w dniu 13 grudnia 2015 roku, w czasie uroczystego poświecenia „Drzwi Miłosierdzia” w tutejszej Katedrze i otwarcia roku Jubileuszowego. Listopadowa wizyta Prowincjała zaowocowała podpisaniem kontraktu miedzy Diecezją Koudougou i Zgromadzeniem Klaretynów. Biskup ogłosił nazwę przyszłej parafii: Matki Boskiej Miłosierdzia. Parafia oddana będzie Klaretynom w wieczystą dzierżawę. Dzień pierwszego stycznia 2016, zaproponowany przez moich wiernych na rozpoczęcie odprawiania mszy świętych w nowym miejscu kultu, został przyjęty.

Po trzynastym grudnia, dniu ogłoszenia otwarcia nowej parafii, zaczął się etap przygotowania podziału parafii katedralnej. Obie ekipy duszpasterskie miały zorganizować spotkania robocze i ustalić szczegóły współpracy. Czas przedświąteczny i może jeszcze i inne czynniki nie sprzyjał organizacji tychże spotkań, także pierwsze miało miejsce dopiero w połowie stycznia. Na życzenie proboszcza parafii katedralnej w spotkaniu tym musiał uczestniczyć biskup. Poinformował nas o terminie ogłoszenia dekretu utworzenia nowej parafii i ingresie proboszcza. Miała to być niedziela 7 lutego 2016 roku. Drugie spotkanie robocze odbyło się w siedzibie biskupa w obecności wikariusza generalnego. Zostały ustalone na piśmie szczegóły naszej tegorocznej współpracy. Dopiero to spotkanie przekonało proboszcza parafii, którą biskup podzielił, do pełnej braterskiej współpracy. A był najwyższy ku temu czas, bo mój młodszy współbrat zaczynał nie wytrzymywać atmosfery tymczasowości i nieokreśloności naszych zadań i przebąkiwał coś o powrocie na Wybrzeże…

W niedzielę 07.02.2016 roku o godzinie dziewiątej rozpoczęła się uroczysta msza święta w czasie której odczytano dekret powołujący do życia nową parafię. Uroczystość przygotowana wspólnie przez wszystkich wiernych tych z Centrum parafialnego w mieście i tych z czterech Centrów parafialnych, które skupiają szesnaście wspólnot na pobliskich wioskach wchodzących w skład nowej parafii.

W środę po uroczystości inauguracyjnej zaczął się wielki post. Dla nas zaczęły się dni codziennej kapłańskiej i misjonarskiej pracy. Pojawiają się nieodzowne misjonarskie troski, jak ta o znalezienie pieniążków na dofinansowanie projektu zakupy samochodu dostawczo-terenowego. Właśnie otrzymałem negatywną odpowiedź z Miva Austria, na której pomoc tak bardzo liczyłem. Rozpoczęliśmy budowę jakichś kilku prostych pokoi w pobliżu naszej kaplicy, by było gdzie głowę skłonić. Nachodzą najgorętsze miesiące. Już mamy 38°C w cieniu a ludzie powiadają że to jeszcze chłodek... Będzie o czym pisać w następnym sprawozdaniu.

Głębokiego przeżycia tajemnic Wielkiej Nocy życzę.