Nie ma katolicyzmu po afrykańsku (o. Władysław Halik, Wybrzeże Kości Słoniowej)

Poniższy wywiad z o. Władysławem Halikiem CMF, proboszczem parafii w Soubré
na Wybrzeżu Kości Słoniowej, ukazał się w tygodniku Niedziela 4 września 2005 roku.

 

Elżbieta Adamczyk: Od jak dawna pracuje Ojciec na Wybrzeżu Kości Słoniowej?

O. Władysław Halik: Od 12 lat. Do Abidjanu przyjechałem w 1993 r. Nuncjuszem Apostolskim był tam wówczas abp Janusz Bolonek. Miałem okazję spotkać się z ks. Nuncjuszem zaraz po moim przyjeździe do naszej parafii p. w. św. Jana Vianney'a. Ta parafia prowadzona przez Zgromadzenie Misjonarzy Klaretynów obejmuje pełną kontrastów dzielnicę miasta zwaną Vridi. Obok zabudowy willowej znajdują się tam domy uboższych mieszkańców, a także duży obszar slumsów na terenie dawnego wysypiska śmieci, gdzie bez wody, prądu i kanalizacji wegetuje ponad 10 tys. ludzi. Pracowałem tam przez pięć lat, zanim zostałem proboszczem w kilkudziesięciotysięcznym mieście Bouaflé, położonym w głębi kraju. Poza obszarem miejskim moja obecna parafia posiada 34 wspólnoty dojazdowe, z których prawie wszystkie mogłyby utworzyć odrębne parafie. W pracy duszpasterskiej pomaga mi dwóch ojców z Polski oraz dwóch kapłanów z powołań miejscowych. Jest także liczne grono świeckich współpracowników.

- Wiem, ze w duszpasterstwie misyjnym dużą rolę odgrywają świeccy katechiści. Czy tak jest także w parafii św. Augustyna na w Bouaflé?

- W warunkach afrykańskich sami kapłani nie potrafiliby udźwignąć wszystkich obowiązków duszpasterskich, na szczęście zaangażowanie świeckich jest tam ogromne. Mój współbrat, proboszcz z Łodzi zaskoczony, gdy zobaczył, w jaki sposób młodzież z Bouaflé samodzielnie przygotowała i zorganizowała od początku do końca Pielgrzymkę Młodych. A wracając do katechistów to rzeczywiście na nich spoczywa nie tylko katechizacja, ale także odpowiedzialne funkcje liturgiczne m. in.: prowadzenie nabożeństw i Liturgii Słowa, przede wszystkim we wspólnotach wiejskich. Zadaniem kapłanów jest należycie przygotować katechistów do ich pracy, dlatego w mieście odbywamy regularne spotkania formacyjne. W parafii istnieje również komisja katechetyczna, za którą odpowiada osobiście proboszcz. Świeccy członkowie komisji realizują wszystkie ustalone wspólnie na początku roku zadania dotyczące katechezy dorosłych i dzieci. Dla katechistów ze wspólnot dojazdowych kapłani prowadzą w mieście przynajmniej 4 razy w roku tygodniowe sesje formacyjne. W parafii funkcjonują także Wspólnoty Podstawowe Kościoła. Członkowie wspólnot podstawowych przygotowują np. katechumenów do chrztu oraz rodziny zmarłych do chrześcijańskiego pogrzebu. Sami odbywają spotkania formacyjne dwa razy w miesiącu. Są łącznikami między duszpasterzami i wiernymi. Ich opinia jest decydująca w wielu sprawach np. przyjęcia chrztu. Świeccy tworzą w mojej parafii 19 ruchów i wspólnot oraz 9 chórów.

- Czy są to ruchy i wspólnoty specyficznie afrykańskie?

- W większości są to znane w całym Kościele powszechnym wspólnoty. Być może specyficznie afrykańska jest tylko wspólnota utworzona przez kobiety zbierające ofiary na tacę.

- Czy katechistami są wyłącznie mężczyźni?

- W miastach funkcję katechisty coraz częściej powierzamy młodym kobietom. We wspólnotach wyjazdowych jest to praktycznie niemożliwe. Tradycyjna pozycja kobiety w plemionach afrykańskich nakazuje, aby trzymała się ona na uboczu i nie brała udziału w życiu publicznym, co nie przeszkadza jej często decydować o najważniejszych sprawach. Nie możemy na się zmieniać obyczajów, tym bardziej, że groziłoby to nawet utratą życia przez kobietę. Gdzieniegdzie udało się jednak powierzyć kobietom funkcje lektora

- W jakim języku sprawowana jest liturgia?

- W mieście powszechnie znany jest język francuski. We wspólnotach dojazdowych Ewangelia czytana jest nawet w pięciu językach. Często nawet miejscowy katechista nie jest w stanie zrozumieć dobrze wiernych ze swojej wspólnoty. Cóż dopiero misjonarz z Europy...

- Co stwarza Ojcu największe trudność? Czy właśnie istniejąca bariera językowa?

- Nie jesteśmy w stanie nauczyć się istniejących języków na tyle dobrze, aby dotrzeć do wszystkich wiernych w ich osobistych trudnościach. Wiele trzeba pozostawić działaniu Bożej Laski. Dla mnie istotne utrudnienie stanowi poza tym klimat Wybrzeża Kości Słoniowej i związane z nim choroby, szczególnie malaria. W ubiegłym roku ciągłe nawroty malarii bardzo mnie osłabiły, bałem się, że będę musiał opuścić misje.

- Czy czuł się Ojciec zagrożony podczas ostatnich krwawych zamieszek?

- Nie. Mieszkańcy kraju są nadal życzliwi i otwarci na wszelką odrębność etniczną i religijną. Mam nadzieje, że jeszcze długo będą się opierać silnej politycznej manipulacji jakiej s a obecnie poddawani przez walczące ze sobą strony.

- Czy misjonarz z Europy po kilkunastu latach spędzonych wśród katolików afrykańskich pozostaje dla nich nadal kimś obcym?

- Po 12 latach przebywania wśród afrykańskich katolików jestem z nimi bardzo zżyty. Tworzymy z pewnością wspólnotę wiary, ale bariera kulturowa i rasowa pozostanie między nami, jak sądzę, na zawsze. Także z powodu trudności w komunikacji językowej, o której już wspomniałem.

- Czy istnieje zjawisko, które moglibyśmy nazwać ,,katolicyzmem po afrykańsku"?.

- Z pewnością istnieje i jest zalecana przez Kościół inkulturacja, czyli dostosowanie przekazu Dobrej Nowiny do miejscowej mentalności i obyczajów. Szczególnie jest to widoczne w liturgii bogatej w tańce i śpiew. Doktryna katolicka pozostaje niezmieniona i może być jedynie w różny sposób przyjmowana przez wierzących w Afryce, Azji czy Europie. Pojawiają się natomiast problemy wynikające z miejscowych obyczajów np. wielożeństwo czy trudności w zaakceptowaniu celibatu (mężczyzna bez potomstwa jest traktowany jako ktoś bezwartościowy). Zmiany w tak głęboko zakorzenionych obyczajach wymagają zawsze czasu i cierpliwości.

- Nam Afryka zawsze kojarzy się zwyczajowo z obfitością dzikiej zwierzyny. Czy tak jest rzeczywiście?

- Nie ma już dzikiej zwierzyny na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Odeszła do przeszłości razem z wyniszczonym lasem równikowym. Pozostały nieliczne hipopotamy w największym jeziorze w kraju. Mówi się też, że gdzieś są słonie, ale nikt ich nie widział. W okolicy Bouaflé jest dużo małych jadowitych węży, które są jednak bardzo płochliwe i trudno je dostrzec niewprawnym okiem.

- Jaka jest kuchnia Wybrzeża? Czy Ojcu smakuje miejscowe jedzenie?

- Moim zdaniem tamtejsza kuchnia jest bardzo dobra. Lubię potrawy oparte na ryżu, bulwach ignamu i bananach, które podaje się najczęściej w postaci purée lub klusek z ostrymi sosami lub na słodko.

- A czy doskwiera Ojcu tęsknota za krajem ojczystym?

- Owszem, wracam myślami do Polski, tutaj w diecezji tarnowskiej mam rodzinę i wielu przyjaciół. Modlę się za nich i wspominam spędzone razem chwile. Na co dzień praca nie pozostawia wiele wolnego czasu i jest na tyle absorbująca, że zaprząta także myśli. Poza tym możliwość szybkiej komunikacji zmniejsza poczucie osamotnienia. Telefony oraz Internet (ciągle dla nas bardzo drogi) pozwalają natychmiast przekazywać wiad mości. Co 2-3 lata spędzam urlop w Polsce. Współczesna technika bardzo zbliżyła do siebie nawet odległe strony.

- Bardzo dziękuję za rozmowę.