94. Najważniejsze jest spotkanie
11 stycznia 2014 r.

Ks. Gottfrid Marx w swojej książce „Tajemnicza Afryka”, w której opowiada o swoim doświadczeniu pracy misyjnej na Wybrzeżu Kości Słoniowej, pisze:
"Kultura Afryki i jej mieszkańców nie została wyryta na kamieniu. Nie świadczą o niej również monumentalne ruiny starożytności. Kultura Afrykanów jest kulturą serca, cywilizacją duszy i głębią człowieczeństwa".
Poniekąd ma rację i trudno z tym zdaniem dyskutować. Wiele jednak zależy od punktu widzenia i oczywiście można na tę sprawę popatrzeć zupełnie inaczej...

Dla przeciętnego Iworyjczyka mało ważne jest jakieś dzieło samo w sobie, albo kto czego dokonał. Ważne są nie efekty, ale to, co dzieje się wcześniej, a więc spotkanie, dyskusja, planowanie, radzenie. Nie daj Boże by komuś wydawało się, że poprzez zakasanie rękawów i po prostu zrobienie uda mu się czegoś dokonać. Cała jego praca nic nie znaczy, bo nie zasięgnął wcześniej opinii innych, starszych, mądrzejszych. Takie dzieło możne więc wsadzić, za przeproszeniem, psu pod ogon.

  

Stąd właśnie wynikają niekończące się spotkania, tworzenie komisji, rad, zarządów, struktur, podział funkcji i odpowiedzialności, których jest więcej niż samych ludzi. Każdy chce być kimś ważnym, docenionym i branym pod uwagę, co zazwyczaj wcale nie idzie w parze z konkretnym działaniem czy choćby minimalnym wysiłkiem. By ludzie mieli poczucie dobrze spełnionego obowiązku wystarczy, że problem zostanie gruntownie przeanalizowany, przedyskutowany i poczynione wspaniałe projekty. Czy coś w końcu z tego wszystkiego wyniknie czy nie, jest sprawą całkowicie drugorzędną. Liczy się droga prowadząca do celu, nie cel sam w sobie. Jest to coś, co nam, wychowanym na zrębach filozofii greckiej, prawa rzymskiego i teologii chrześcijańskiej trudno jest pojąć, ale tutaj tak właśnie to funkcjonuje, i by móc wśród tych ludzi żyć, trzeba to zaakceptować.