91. Rodzina afrykańska cz. III: Wszystkie dzieci nasze są
21 grudnia 2013 r.

W kulturach afrykańskich w drabinie hierarchii społecznej trzeci szczebel od dołu zajmują kobiety posiadające dzieci, przedostatni – kobiety bezdzietne. Kto więc znajduje się na niechlubnym ostatnim miejscu? Same dzieci oczywiście.

  

Zdjęcia zabiedzonych afrykańskich dzieci, nierzadko ze wzdętymi z głodu brzuszkami, to widok, który rozczula wiele osób. Tymczasem podobne obrazki nie zawsze oznaczają klęskę głodu w danym regionie. Na Wybrzeżu, a przynajmniej w jego południowej części, nie ma głodu – okres wegetacji roślin trwa tutaj 12 miesięcy w roku i zawsze jest coś do zjedzenia, co można choćby ukraść, jeśli już komuś nie chce się pracować. Tymczasem można spotkać zagłodzone dzieci. Skąd się biorą? Z zaniedbania rodziców.

W czasach, gdy wszyscy żyli w plemiennych wioskach, dość często zdarzało się, że ojciec nie wracał z polowania, a matka umierała przy porodzie kolejnego dziecka. Aby więc dać sierotom szansę przeżycia, ukuto zasadę: „wszystkie dzieci nasze są”, co w praktyce oznaczało, że jak się komuś przypomniało, dawał im coś do zjedzenia. Dzieci razem jadły, spały i bawiły się. System ten funkcjonował dobrze, dopóki ludzie żyli w małych wspólnotach. Dzisiaj większość z nich przeprowadziła się do miast, co w niczym nie zmieniło ich mentalności. Używając naszych pojęć trzeba by powiedzieć, że dzisiaj dzieci wychowuje ulica, która zastąpiła wspólnotę plemienną. Ich losem w zasadzie nikt się nie przejmuje. Jeśli jakieś dziecko po drodze umrze, nie szkodzi – jest przecież jeszcze dziesięcioro innych, którym jakoś udało się przeżyć. Z drugiej strony z doświadczenia spowiedniczego mogę wyjawić, że najczęstszym grzechem wśród dzieci, i nierzadko uważanym przez nie za najcięższy, jest kradzież mięsa z sosu taty…

Jeszcze gorzej jest w przypadku śmierci kobiety przy porodzie. Dziecko, które „zabiło” swoją matkę natychmiast zostaje uznane za czarci pomiot i skazane na śmierć, najczęściej powolną, przez porzucenie i zagłodzenie. W najlepszym przypadku trafia do domu dziecka lub przytułku dla sierot.

  

Powyższe przykłady niektórzy mogą uznać za potwierdzenie stosunkowo częstego poglądu ludzi białych, że Afryka jest biedna, ponieważ rodzi się tu za dużo dzieci. Jest to jednak sąd przez Afrykańczyków całkowicie niezrozumiały i z gruntu błędny. Jest wręcz przeciwnie: biedny jest człowiek, który dzieci nie ma, bo kto pomoże mu w pracy w domu czy na plantacji. Dzieci stanowią ponadto swego rodzaju ubezpieczenie emerytalne. Ludzie starsi są tu bowiem powszechnie szanowani i ktoś, kto posiada dużą rodzinę, na starość głodu nie zazna.