90. Rodzina afrykańska cz. II: Rola kobiet

14 grudnia 2013 r.

Niedługo po moim przyjeździe na Wybrzeże, mój proboszcz podczas przedstawiania mi dwóch dziewczyn stwierdził, że są to „prawie bliźniaczki”. Po krótkiej chwili zastanowienia i braku pomysłu na rozwiązanie tej zagadki, zapytałem, co to znaczy? Okazało się, że są to siostry urodzone tego samego dnia, z tego samego ojca, ale dwóch różnych matek. Wybrzeże Kości Słoniowej to kraj, w którym ciągle praktykuje się poligamię. Warto zdać sobie sprawę, że tam, gdzie istnieje poligamia, nie ma szczęśliwych kobiet. Kobieta żyjąca w związku poligamicznym, a więc nieustannie konkurująca z drugą albo z kilkoma kobietami naraz o względy swojego męża, nie może znaleźć pokoju serca, a co za tym idzie szczęścia w życiu rodzinnym. Dlaczego więc na to się godzą? Często nie mają innego wyjścia. Ślub w tutejszej kulturze to umowa między dwiema rodzinami, w której to przyszły małżonek płaci dot (czyli rodzaj posagu) w pieniądzach lub w naturze za dziewczynę, której nikt się o zdanie nie pyta. Bywa, że chrześcijanka zostaje sprzedana na drugą żonę bogatego poganina lub muzułmanina. Jeśli ucieknie, zostanie wyklęta z rodziny, tracąc wszelką rację bytu, a za jej „zbrodnie” może odpowiedzieć także matka, która nie potrafiła wychować córki. Częściej jednak godzą się po prostu z całą sytuacją. Jak mawiają Francuzi: Çe la vie.

  

 

Nie należy do rzadkości także sytuacja, gdy mąż i żona mówią różnymi narzeczami i absolutnie nie rozumieją, co mówi to drugie (no bo niby po co i przede wszystkim o czym mieliby rozmawiać?), albo gdy mężczyzna nie zna liczby swoich dzieci (a po co miałby zajmować się takim drobiazgiem – od tego ma żony). To na żonach spoczywa obowiązek wychowania dzieci, gotowania, dbania o obejście, a nawet zarabiania na życie – swoje, dzieci i… męża. Uszczknięcie czegoś z wypłaty męża (jeśli ten już pracuje) uchodzi tu za kradzież i grzech śmiertelny. Mąż bowiem stworzony jest do wyższych celów niż dbanie o rodzinę, jak choćby dyskutowanie na wszelkie możliwe i niemożliwe tematy, doradzanie wszystkim naokoło i dbanie o samego siebie.
Mimo wszystko to mężczyzna stanowi dla kobiety rację bytu i prawdziwe problemy zaczynają się wówczas, kiedy mąż przedwcześnie umiera, zostawiając żonę z małymi dziećmi. Pogrzeb to najważniejsze murzyńskie święto i aby dokonać ceremonii pogrzebowych przyjeżdża cała rodzina, ale bynajmniej nie po to by pocieszyć i wesprzeć wdowę z dziećmi. Uroczystości pogrzebowe trwają zazwyczaj miesiąc (tyle czasu trwają przygotowania do pochówku). W tym czasie wszystkich trzeba wyżywić i to nie byle sosem z ryżem. Po pogrzebie członkowie rodziny wynoszą wszystko co mogą z domu: od sprzętów kuchennych po meble i pościel, ponieważ kobieta nie ma prawa dziedziczenia. Mąż przecież kupił ją płacąc dot, więc żona należała do niego, a wszystko co zostawił należy teraz do rodziny. Kobieta przestała być użyteczna, a dzieci są za małe by przejąć spadek. Jeśli małżonkowie żyli bez ślubu cywilnego, rodzina jest gotowa wyrzucić wręcz wdowę z dziećmi na bruk. Prawo cywilne chroni przynajmniej nieruchomości, które należą się wdowie i swoich roszczeń może dochodzić ona w sądzie.

  

 

Pytanie za 100 punktów – gdzie się podziewają feministki walczące podobno o prawa kobiet na całym świecie i dlaczego tutaj potrafi się o nie upominać jedynie tak przestarzała organizacja jak Kościół? Poligamia to niestety problem również wśród chrześcijan. Często bowiem okazuje się, że zwyczaje plemienne są dla ludzi ważniejsze, a przede wszystkim dla niektórych wygodniejsze, niż wymagania naszej wiary. No bo jak tu odmówić, gdy rodzina daje ci za drugą żonę piękną szesnastkę. Bywa również, że nawet zaangażowani chrześcijanie zwlekają latami ze ślubem kościelnym, bo „nie czują się jeszcze gotowi na tak wielkie zobowiązanie” i „muszą się wypróbować”, podczas gdy wokół nich biega już spora gromadka dorastających dzieci. Później okazuje się, że na starość wygonili swoją żonę z dziećmi z domu, by wziąć sobie jakąś młódkę, z którą chcą się ożenić w kościele. A powyższe przykłady to jedynie wierzchołek góry lodowej.