8. Jutro zapalamy pierwszą świecę adwentową

 

Przyjaciel Misji Klaretyńskiej 8/2007

[Poniższy list ukazał się w 8/2007 numerze "Przyjaciela Misji Klaretyńskiej"; tworząc blog, i wrzucając na niego rónież swoje starsze tekty, o. Zbigniew najwyraźniej po prostu o nim zapomniał; samowolnie zdecydowałem się go tutaj zamieścić - przyp. redaktora]

Szczęść Boże z Soubré ! Tak szybko mija czas na misji! A ten wakacyjny tak się już dłużył pod koniec urlopu…

Wróciłem z końcem września. Po dwóch tygodniach już byłem w wirze pracy. Wspólnie z Emilienem prowadziliśmy tygodniową sesję formacyjną dla katechistów na wioskach. Ponad sześćdziesiąt osób, w tym trzy kobiety (niezwykle osiągnięcie – dopuszczanie przez mężczyzn kobiet do prowadzenia katechezy i niektórych modlitw)! W tym samych dniach wydobyliśmy z gąszczy administracyjnych zapór nasze terenowe auto! Toyota pick-up, o którą pisaliśmy prośby przez 4 lata, stała zblokowana w abidżańskim porcie od – nie uwierzycie – roku czasu. Mój współbrat od roku usilnie starał się załatwiać wszystkie formalności. Powierzyliśmy sprawę jednemu z parafian i „dar Miwa Austria” dotarł na misję w Soubré dokładnie 17 października 2006. Siedemnasty październik to data specjalna dla mnie... W 1999 roku pewnej niedzieli siedemnastego października odprawiałem tu w Soubré pierwszą Mszę w powierzonej mi części parafii. A dla tych którzy znali moją mamę nie muszę dodawać, że siedemnasty października jest to data jej urodzin... Nie mogę oprzeć się myśli, że ktoś bardzo bliski i kochający nade mną czuwa...

Następne tygodnie przyniosły stopniowy „rozruch” duszpasterstwa w mieście. Sesja formacyjna dla animatorów katechezy, dla wszystkich odpowiedzialnych za ruchy przyparafialne i dla członków rady parafialnej. Znów było to grono około pięćdziesięciu wiernych, z którymi organizujemy życie parafii w mieście. Gdzieś po drodze – tydzień po przyjeździe – jakieś dwie słabe malarie próbowały mi powiedzieć „dzień dobry” na powitanie w Afryce... Teraz jest już spokojnie, na nowo polubiłem ciepło.

Dwudziestego piątego października – dzień po święcie naszego założyciela św. Antoniego Marii Klareta – opuścił wspólnotę w Soubré O. Emilien Esmel. Na kilka miesięcy przeniesiony został do Bouaflé. Początek przyszłego roku powinien zastać go w Hiszpanii, kolebce naszego zgromadzenia, gdzie ma podjąć studia duchowości. Zostałem na misji z bratem Janem i... rosnącą liczbą ludzi świeckich, na których spada część ciężaru prowadzenia duszpasterstwa. Wiem, wiem, może was poniekąd dziwić to „zaangażowanie świeckich”, ale nie martwcie się – robią to, na co Kościół świeckim pozwala, a i tak jeszcze daleko do tego by robili wszystko to, co powinni. Właściwie największą trudnością stały się dla mnie wyjazdy na wioski. W roku ubiegłym spowodowane to było kompletnym brakiem odpowiedniego samochodu... Tak myślałem. A tymczasem chyba źródła moich nieokreślonych niepokojów muszę szukać gdzie indziej. Zastanawiam się czy czasem nie w przybywających latach... Faktem jest ze pracujemy w terenie z „zatrzęsieniem drobnych rabusiów” (niestety uzbrojonych w strzelby myśliwskie), którzy niemal codzienne grasują po naszych pistach między plantacjami, rabując podróżnych, grabiąc handlarzy skupujących kakao. Wysłuchujemy tych opowieści z trwogą i dziękujemy Bogu, że jeszcze bandytów nie spotkaliśmy. Jeździmy teraz na wioski razem z Janem. Ja prowadzę Mszę w jednej wiosce, Jan prowadzi celebrację Słowa Bożego w sąsiedniej, udzielając komunii świętej. Śpimy w którejś z wiosek i następnego dnia kontynuujemy podróż do kolejnych wspólnot. Tak przez trzy cztery dni. Ogranicza to znacznie nasze przejazdy, a mnie pozwala czuć się o wiele raźniej. Po powrocie do miasta znów wspólnie coś „dłubiemy” przy konstrukcji plebanii. Dom jest już ukończony w partii mieszkalnej - pięć pokoi na pierwszym piętrze. Pozostaje do ukończenia cały "funkcjonalny" parter. Nie spieszymy nam się, gdyż chcemy by parafianie dołożyli ich cegłówkę do budowy, która w głównej mierze była finansowana z zewnątrz. Na ósmego stycznia 2007 zaplanowaliśmy w Soubré spotkanie wszystkich księży Polaków pracujących na Wybrzeżu - będą mieszkać w nowym domu, a z posiłkami poradzimy sobie w starej kuchni.

Największa radość początku nowego roku duszpasterskiego? Zwiększająca się liczba ludzi dorosłych przygotowujących się do chrztu. Na dzień dzisiejszy zapisało się na pierwszy rok katechumenatu około osiemdziesięciu dorosłych. A młodzieży dzieci trudno na razie zliczyć. Rok szkolny zaczął się oficjalnie 16 października ale jeszcze dwa tygodnie temu większość klas W szkołach średnich nie miała rozkładu zajęć...! Część uczniów dopiero teraz przyjeżdża z wiosek i plantacji do miasta na naukę... Rodzice dopiero teraz dostali trochę pieniędzy za sprzedane kakao. Przed świętami Bożego Narodzenia zrobimy pierwsze podsumowanie liczby katechumenów. Cieszyć będzie liczba wiernych, ale nie tylko ich liczba... Jest i radość „duchowa”. Weźmy dzisiejsze popołudnie. Dziś sobota. Po popołudniowej katechezie teren misji wypełniony jest setkami młodzieży i dorosłych. Jest to czas zajęć i spotkań większości ruchów przyparafialnych: śpiewy, tańce, dyskutujące grupy i grupki. Trwa to niemal do dziewiętnastej, gdy jest już zupełnie ciemno. W pewnej chwili w ten radosny zgiełk wdziera się śpiew rozkołysanego „Św. Michała”. Jest osiemnasta i dzwonią na Anioł Pański! Od godziny siedzę w kościele spowiadając. Widzę jak na zewnątrz wszystko na chwile zamiera w bezruchu. Stoją skupieni i ktoś prowadzi modlitwę. Tętniące życie przeplata się z chwilą zadumy. Ja również wychodzę na chwilę z konfesjonału bo czekający do spowiedzi ludzie właśnie powstali i spoglądają w moją stroną, czekają na wspólną modlitwę...

A niedługo pobudują szopkę w kościele. Będą organizowali po domach i w dzielnicach świętowanie Bożego Narodzenia. W wielkich upałach i bez śniegu... i jeszcze bez wigilii – bo to przepiękna, ale jedynie polska tradycja. Ale za to z „ofiarami dla Dzieciątka Jezus” przyniesionymi na pasterkę. Będzie i ryż i banany dla więźniów. Będzie i mydło, i pieluchy na dar dla ubogich matek, które w tych dniach urodzą dzieci w miejskich porodówkach. I księża też jakiś prezencik przy Żłóbku Dzieciny znajdą...

Bóg się rodzi w sercach ludzi !!! - misja żyje.