6. Rzecz o 'Świętym Michale'

Przyjaciel Misji Klaretyńskiej 6/2006

[Poniższy artykuł ukazał się w 1/2005 numerze "Przyjaciela Misji Klaretyńskiej"; tworząc blog, i wrzucając na niego rónież swoje starsze tekty, o. Zbigniew najwyraźniej po prostu o nim zapomniał; samowolnie zdecydowałem się go tutaj zamieścić; zdjęcia pochodzą z późniejszego okresu - przyp. redaktora]

 

Głos 'Świętego Michała' wkrótce rozśpiewa się w afrykańskiej misji w Soubré

Święty Michał”, to imię 300 kilogramowego dzwonu, daru parafii p. w. św. Michała Archanioła w Suchej Górze dla parafii Matki Boskiej Różańcowej w Soubré na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Dzwon odbył długą podróż z Taciszowa, z zakładu pana Zbigniewa Felczyńskiego do Soubré na Wybrzeżu Kości Słoniowej, by dotrzeć na miejsce przeznaczenia dokładnie w dniu urodzin proboszcza misji, o. Zbigniewa Łasia, Misjonarza Klaretyna pochodzącego z Suchej Góry! Na święto Św. Michała 2005 roku misyjna parafia planuje zaprosić biskupa ordynariusza, Bartolemiego Djabla, by poświecił dzwon i odprawił mszę dziękczynną w intencji proboszcza i wiernych suchogórskiej parafii. Wówczas głos „Świętego Michała” rozśpiewa się pod afrykańskim niebem. A jest tu tak bardzo potrzebny…

Wybrzeże Kości Słoniowej jest krajem misyjnym z przewagą religii afrykańskich, animistycznych. Pod względem ważności Wybrzeże jest jednym z bardziej liczących się krajów Afryki Zachodniej. Stąd też ścierają się tu różne wpływy i interesy. Pracuję w tym kraju od 1991 roku i jestem świadkiem wielu ważnych przemian. Od dawna mówiło się w kręgach kościelnych o "inwazji islamu" pragnącego opanować ten strategiczny dla regionu kraj. Wybrzeże, była kolonia francuska, niepodległość uzyskało w 1960 roku i oficjalnie jest państwem demokratycznym o charakterze bezwyznaniowym. Jednakże od kilku lat można odnieść wrażenie, że żyjemy tu w kraju islamskim...

Organizacja muzułmańskich wspólnot się od naszej. Nie ma tu odpowiednika parafii obejmujących określony teren: dzielnica, miasto, kilka wiosek. Weźmy na przykład Soubré, miasto średniej wielkości z powiatem liczącym około 60 tysięcy mieszkańców. Miasto i okolica powierzone parafiom katolickim. Moja parafia obejmuje poza miastem około 60 wiosek, z których najodleglejsza leży o 115 kilometrów od Soubré. W 38 wioskach mamy nasze kaplice. Na tym samym terenie jest kilkadziesiąt mniejszych i większych muzułmańskich meczetów. W samym Soubré jest ich siedem. Zasadniczo są one niezależne, z jakimś odniesieniem do głównego imama - kapłana największego meczetu, co może tłumaczyć ich dużą liczbę. Tak wiec muzułmanie sprawiają wrażenie „ilościowej większości”. Powiem więcej, od kilku lat muzułmanie sprawiają wrażenie przygniatającej większości, mimo iż nią nie są.

Ich obrzędowość religijna: Zwyczaj modlitewnych gestów o określonych porach dnia nawet w środku rozbieganego miasta, charakterystyczny strój, obecność żebrzących, dzięki którym dający jałmużnę zyskuje łaski. Ale najbardziej „krzykliwym” obyczajem jest nawoływanie do modlitwy. Zwyczajowo, śpiewak wdrapywał się na wieżę minaretu i z wysokości nawoływał do modlitwy. Tak było dawniej, obecnie miejsce śpiewaka zastąpiły tuby megafonów rozstawionych na cztery strony świata. Pięć razy na dzień rozbrzmiewa w całym mieście tysiąckrotnie wzmocniony głos, krzyk śpiewaka. O czwartej nad ranem po raz pierwszy! A Właściwie trzeba by powiedzieć: od czwartej nad ranem, od świtu, gdyż z punktualnością u naszych braci imamów jest różnie, a przecież z obowiązku zwołania wiernych na modlitwę wywiązać się trzeba. Najgorzej jest w piątki – dzień święty islamu. W tym dniu mamy prawo nie tylko do wezwania na modlitwę, ale i do całego popołudniowego nabożeństwa. Przytłaczająca obecność, niezważająca na sąsiedztwo innych. Gdzie i jak w tej monotonii arabskich dźwięków domyśleć się obecności wyznawców Chrystusa?

Nie ukrywam, że ta potrzeba zaznaczenia naszej katolickiej obecności w religijnej mozaice miasta, była jednym z ważniejszych motywów poproszenia moich przyjaciół z Koła Misyjnego w Suchej Górze o pomoc w zakupie dzwonu. Kiedy jednak przypominam sobie pierwsze katechezy o roli dzwonów, dawane moim parafianom, to na pierwsze miejsce wyłania się obraz zapamiętany z dzieciństwa, gdzieś z przedgórza Tatr - żniwiarze wstrzymujący na chwilę swą prace, przecierający zwilżone upałem południowego słońca czoło, zwracający się w stronę skąd nadchodził śpiew dzwonu, odmawiający Anioł Pański. Moim pierwszym motywem starania się o dzwon była więc chęć przekazania naszej katolickiej tradycji dzwonu jako zwiastuna przeróżnych wieści w życiu wspólnoty parafialnej (podobną funkcję spełniają tam-tamy w ich afrykańskiej tradycji) rodzącemu się tutaj kościołowi.

W miarę pogłębiania tematu „dzwon” przyszło radosne odkrycie duchowej roli „dzwonu”. Czy pamiętacie jeszcze o tym, iż dźwięk dzwonu oddala ze duchy, szatana? Ja nie pamiętałem. A radość moja stad, iż głos „Świętego Michała”, roznoszący się po misyjnych terenach, będących przecież jeszcze „królestwem władcy tego Swata”, królestwem szatana, dopomoże nam w walce z mocami ciemności.

Jakże mogłoby być inaczej skoro dzwon nasz jest owocem wiary i miłości konkretnych ludzi? Każdy jego dźwięk śpiewał będzie o wierze i ofiarności suchogórskich parafian, moich bliskich, tych, którzy przekazali mi wiarę. Jakaż ciemna moc zdoła oprzeć się temu świadectwu bezinteresownej miłości? I wiem, że przetrwa ono na długo, na bardzo długo, bo życie dzwonu dłuższego jest od naszego.

Pisze te słowa by dać świadectwo o pomocy i bezinteresowności nie tylko ze strony mojej rodzinnej parafii. W kręgu ludzi dobrych znalazł się również przewoźnik - pewne szczecińskie przedsiębiorstwo, które życzliwie zaoferowało darmowy przewóz dzwonu do Afryki. Poprzez to moje świadectwo, pragnę wyrazić wdzięczność i podziękowanie ks. Proboszczowi Rajmundowi Brol, a za jego pośrednictwem wszystkim parafianom, którzy wspólnie czynią wiele, wiele dobra i nie tylko dla afrykańskich misji. Myślę, że trzeba o nich pisać i o bezinteresowności biznesmenów również, aby to ich ciche, dyskretne dobro nie zostało przygłuszone hałasem zmodernizowanego świata.