33. Pieśń miecza
 Pieśń miecza
30 października 2010 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFZacznę od tego, że bardzo lubię mit arturiański i generalnie wszystko, co związane z Rycerzami Okrągłego Stołu. Najlepszą według mnie jego adaptacją filmową nie jest wcale znakomity skądinąd Excalibur Johna Boormana z 1981 r., ale telewizyjna produkcja Hallmarku pt. Merlin z 1998 r. (stanowczo odradzam kontynuację). W jednej ze scen tytułowy bohater po raz pierwszy bierze do ręki Excalibur, mówiąc przy tym coś w rodzaju: "I usłyszałem pieśń miecza, a pieśń ta zachwyciła moje uszy". Kiedy film widziałem po raz pierwszy, ciarki przeszły mi po plecach (dobra, wiem, że trąci to kiczem, ale czy sztuka nie polega również na umiejętnym jego wyważeniu? Wystarczy sięgnąć po twórczość Sienkiewicza czy Camerona).

 

Na dobrą sprawę nie wiedziałem jednak, o czym mówi, dopóki nie kupiłem swojej pierwszej maczety. Wydałem na nią sporą część kieszonkowego, pół dnia męczyłem się, żeby ją naostrzyć, aż w końcu poszedłem ściąć złamany konar drzewa i wtedy... wtedy usłyszałem jej pieśń. Bo moja maczeta śpiewa... I nie, nie biorę żadnych dopalaczy.

Uderzając w twardy pień drzewa dobra maczeta wydaje dźwięk podobny do niedużego dzwonu, ale nawet przecinając pojedyncze źdźbło trawy wydaje ciche brzęknięcie. Na organizmach żywych jeszcze jej nie testowałem, ale jeśli kiedyś się przydarzy, nie omieszkam Wam o tym donieść.