26. Październikowy pucz w Burkina Faso

Koudougou, 28 listopada 2015

10 października - po tygodniu - skończył się pucz. Regiment de Securité du President (RSP) [Półk Bezpieczeństwa Prezydenta - przyp. redaktora]), utworzony przez dyktatora, którego ludność pożegnała protestami 9 miesięcy temu, nie chciał pogodzić się z tym, że nie zaakceptowano jako kandydatów do wyborów prominentów partii dyktatora. Generał puczystów, który ma krew na rękach jeszcze od lat osiemdziesiątych, też został odrzucony. Przyjął z godnością i stoickim spokojem orzeczenie sądu najwyższego... a po tygodniu zrobił pucz.

Wszystko rozgrywało się w Ouagadougou. Niestety zabito z 10 młodych osób spośród próbującej protestować ludności. RSP rozpraszało zebranych ostrymi nabojami... Po tygodniu generał schował się w nuncjaturze... Kardynałowi udało się uspokoić ludność, która chciała maszerować na nuncjaturę by ostro protestować (kamienie, ogień). W końcu generał oddał się w ręce żandarmerii. Jest sądzony.

Jego wojoki wróciły do koszar. Jednak gdy przyszło do oddania broni regularnej armii, która zjechała się z niemal wszystkich większych miast by wykurzyć RSP, okazało się, że ci ostatni nie chcą oddać dubeltówek. Więcej, argumentowali, że cześć uzbrojenia należy do innych państw i jest tylko przechowywana w ich magazynach. RSP to około 1200 żołnierzy na chyba 10.000 ogółu armii. Są najlepiej uzbrojeni, najlepiej płaceni... i chyba też dlatego nie lubiani przez resztę żołnierzy.

W końcu zamknęli oficerów od rozbrojenia jako zakładników....Tak koło południa. A po północy regularna armia przypuściła szturm na ich koszary. Ponoć odbyło się bez ofiar w ludziach. Rozesłano ich po wszystkich jednostkach w kraju i tym samym RSP już nie istnieje.

Dzięki Bogu nie ma porównania z sytuacja na Wybrzeżu. Układ sił politycznych, a może bardziej stokrotnie mniejsza różnorodność plemienna i chyba również mniejsze zyski do podziału, to wszystko sprawia, że nie powinno już nic więcej się wydarzyć w czasie po wyborach. A wybory przełożono na 29 listopada.

W sumie cały kraj (czyli duże miasta) ucierpiały sparaliżowaniem życia. Ludność, a w zasadzie młodzież strajkowa, pilnowała by żaden sklep nie był otwarty, żadna budka z czymkolwiek... Nawet pietruszki na targu nie można było sprzedawać... Oczywiście wszystkie instytucje, banki itd. miały odgórny nakaz nie otwierania. Zresztą i bez tego nie odważyliby się otwierać, widząc setki dzieciaków gotowych do rozróby.

U nas, w Koudougou, popalili z 5 domów i restauracje należących do byłych osobistości partii dyktatora, właściwie Bogu ducha winnych w zaistniej sytuacji.

Teraz panuje spokój, a wybory już jutro!