108. Koniec pieśni…
20 września 2014 r.

Zacznę od tego, że półtora roku temu złapał mnie dur brzuszny, którego przez okrągły rok nie mogłem definitywnie wyleczyć. Na chorobę nałożyły się i inne problemy, o których nie chcę tutaj pisać. Dzisiaj mogę powiedzieć jednak, że był to, jak do tej pory, najtrudniejszy czas w moim dotychczasowym życiu i mam szczerą nadzieję (połączoną z żarliwą modlitwą) nie przeżywać więcej czegoś podobnego. W każdym razie, już gdzieś na wysokości Bożego Narodzenia 2013 roku, poprosiłem Ojca Prowincjała o przynajmniej czasowe przeniesienie mnie do pracy w Polsce, a ten do prośby tej się przychylił. I tak od pierwszego września rozpocząłem karierę duszpasterza dzieci w naszej łódzkiej parafii i nauczyciela w szkole podstawowej. Oznacza to również nieuchronny koniec „Depeszy”…

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre wyjść nie mogło. Na publikację czekają bowiem zapowiadane już wielokrotnie materiały archiwalne autorstwa mojego stryja – o. Andrzeja Kobylińskiego CMF. Może wreszcie znajdę czas, by wspólnie z Bartkiem się nimi zająć? Aby nie utracić zupełnie kontaktu z językiem francuskim, wysłałem sobie w paczce kilka książek z afrykańskimi legendami i bajkami, z których przynajmniej niektóre chciałbym przetłumaczyć. Paczka, po niemal pół roku, jednak doszła. Nie jest to więc pożegnanie definitywne. Zresztą kto powiedział, że do Afryki już nie wrócę?

Dzisiejsza porcja zdjęć prezentuje trochę egzotycznych kwiatów.