104. Iworyjski styl architektoniczny
14 czerwca 2014 r.

Bohaterowie „Wahadła Foucaulta” Umberto Eco wpadają na genialny w swej prostocie pomysł reformy wiedzy ludzkiej poprzez studia nad materiami niemożliwymi (coś podobnego proponował również Stanisław Lem w „Cyberiadzie”). Do takich perełek jak: „urbanistyka cygańska”, „historia rolnictwa antarktycznego” czy „współczesna literatura sumeryjska”, śmiało mogliby dodać „iworyjski styl architektoniczny”.

  

Aby przybliżyć nieco ten temat, chciałem dzisiaj opowiedzieć nieco o technice budowy tutejszych domów. Najprostszym sposobem na zapewnienie sobie dachu nad głową jest zbudowanie prostej wiaty przykrytej czarną folią. Kiedyś jej przykrycie wykonywano z misternie zaplatanych liści palmowych lub wysokich traw. Czarna folia okazała się jednak bezkonkurencyjna: tania, łatwa w montażu, szczelna i równie trwała. Ewentualnie na wierzch można rzucić kilka liści by plastik zbyt szybko nie nagrzewał się od słońca. Modele luksusowe posiadają również ściany wykonane ze środków liści palmowych lub bambusa. Generalnie to zabudowa kempingowa, obecna np. na plantacjach. W miastach podobne konstrukcje służą często za lokale usługowe, np. restauracje, choć dominują tu już konstrukcje drewniane, mocno przypominające nasze komórki na narzędzia.

  

Bardziej czasochłonnym sposobem stawiania domu jest oblepianie drewnianej lub palmowej kratownicy błotem. Tutejsza czerwona ziemia po wyschnięciu staje się twarda jak beton. Co prawda po każdym mocniejszym deszczu wszystko rozmięka i powoli spływa, ale naprawy nie są zbyt drogie, skomplikowane ani czasochłonne. Dodatkowym atutem konstrukcji ziemnych jest izolacja termiczna, która sprawia, że wewnątrz jest o wiele chłodniej niż w betonowych konstrukcjach, o których za chwilę. W tym modelu możliwy jest już montaż dachu z prawdziwej blachy falistej.

  

Kolejnym krokiem ku doskonałości są ściany z cegieł ulepionych z wyżej wspomnianej czerwonej ziemi i połączonych zaprawą murarską. Jeśli dodamy do tego zewnętrzną betonową zacierkę, będziemy mieli już solidny mur, nie do odróżnienia od betonowego, któremu żadne deszcze są niestraszne.

  

Najwyższym stopniem rozwoju myśli architektonicznej na Wybrzeżu jest beton. Ten genialny wynalazek XX w. zarezerwowany jest tu generalnie dla środowisk miejskich. Niestety beton w połączeniu z nieizolowaną blachą falistą, małą wysokością całej konstrukcji i mikroskopijnymi oknami pozostałymi po konstrukcjach ziemnych, powoduje efekt „piekarnika”. Zdarzają się oczywiście klimatyzowane modele luksusowe, z sufitem ze sklejki, albo piętrowe, z kolorowymi elewacjami lub obłożone (o luksusie przebrzydły!) ceramicznymi płytkami. Dzięki temu ostatniemu zabiegowi nawet po kilku latach na domach nie widać wilgotnych zacieków i wszechobecnych grzybów. Całości krajobrazu miejskiego dopełniają dwumetrowej wysokości płoty z tłuczonymi butelkami na wierzchu i kryjące się za nimi mikroskopijne podwórka. Mało kto myśli o tym, by przed domem posadzić jakieś drzewo, krzew, o kwiatach już nie wspominając. Wszystko to sprawia, że zarówno wioski, jak i miasta, są do siebie niezwykle podobne i niewiarygodnie brzydkie, ale któż by się przejmował takimi drobiazgami jak estetyka.

  

W ramach usprawiedliwienia należy dodać, że wymagania mieszkaniowe są tu naprawdę niewielkie. Przede wszystkim nie ma zimy, która wymogłaby solidniejszych konstrukcji, a całe życie codzienne od wieków i tak toczy się na podwórku. Dom służy zatem jedynie do spania i przechowywania rzeczy. Nie ma potrzeby, więc po co się męczyć? Czy nie czegoś podobnego uczy nas chociażby zasada Brzytwy Ockhama?