103. Sport czy religia?
31 maja 2014 r.

Dzisiaj na temat, o którym zamierzałem napisać od dawna, ale jakoś nigdy się nie złożyło. Znakomitą okazją stanowią Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Brazylii. Te sprzed czterech lat, jak dobrze pamiętamy chociażby z piosenki Shakiry, odbyły się w Afryce (RPA).

Przyznaję, że nie jestem fanem sportu w ogóle, a już oglądanie meczy piłki nożnej mój spowiednik mógłby zadawać mi za pokutę. To zestawienie nie jest takie przypadkowe, jak niektórym mogłoby się wydawać, bo piłka nożna w wielu aspektach religię tu przypomina. Wygrana byle meczu przez reprezentację narodową spontanicznie zamienia się w święto: ludzie wychodzą na ulicę, krzyczą, tańczą, padają w ekstazie na ziemię. Z kolei przegrana oznacza żałobę - miasto nigdy nie jest tak ciche, jak po przegranym meczu.

  

Konflikty na boisku szybko przenoszą się na grunt społeczny. Z jednej strony mamy do czynienia z jawną nienawiścią i to nie tylko na trybunach, z drugiej przykładami niezrozumiałej dla mnie solidarności. Jeden ze współbraci opowiadał jak po przegranym meczu z Ghaną, połączonym z jakąś rozróbą między kibicami, w jednej z miejscowości należącej do parafii w Bouaflé mieszkańcy spalili dom Ghanijskich prostytutek (szczęściem kobietom udało się ujść z życiem). Po kilku dniach, gdy emocje już nieco opadły, okazało się to jednak nie tak dobrym pomysłem, jak wszyscy z początku sądzili… Dom odbudowano w czynie społecznym i wysłano oficjalną delegację z przeprosinami. Ku wielkiej uldze i radości (przynajmniej męskiej części społeczności) dziewczyny wróciły. Z kolei kiedy we wspomnianych wyżej Mistrzostwach Świata 2010 drużyna Wybrzeża Kości Słoniowej odpadła, wszyscy moi czarni współbracia nagle stali się zagorzałymi kibicami Ghany.

  

Jak każda religia, tak i piłka nożna ma swoich wyznawców, fanatyków i bogów. Do tych ostatnich niewątpliwie należy Didier Drogba, którego żadnemu szanującemu się kibicowi tego sportu przedstawiać chyba nie trzeba. Zakończę fragmentem artykułu, który swego czasu podesłał mi mój brat – Maciej (autora niestety nie znam): „W swojej ojczyźnie piłkarze WKS mają status bohaterów narodowych. W 2009 roku kilkadziesiąt tysięcy widzów chciało na żywo zobaczyć powracającego do kadry Drogbę. Na stadion w Abidżanie weszło znacznie więcej fanów niż obiekt mógł pomieścić. Doszło do tragedii. Jedna ze ścian zawaliła się i wybuchła panika. W efekcie ponad 20 osób zmarło, ponad 100 zostało rannych. Według FIFA stadion spełniał normy bezpieczeństwa. Kibice obarczyli winą służby bezpieczeństwa. Mimo koszmarnej tragedii wielu kibiców jest zdania, że warto zobaczyć takie gwiazdy jak Drogba czy bracia Toure, choćby miało zapłacić się najwyższą cenę. Dla Europejczyka, którego jedynym poświęceniem jest kupno biletu, te słowa są niezrozumiałe, pokazują jednak jaką rolę odgrywają piłkarze reprezentacji w Wybrzeżu Kości Słoniowej.”