102. Cudowna roślina
17 maja 2014 r.

W czasach mojego dzieciństwa, a więc jeszcze w epoce PRL-u, chyba najmodniejszą rośliną doniczkową w polskich domach była palma oleista. Na równi z lekturą powieści Alfreda Szklarskiego i niezwykle rzadkimi filmami przygodowymi czy westernami w telewizji, dawała ona człowiekowi namiastkę egzotyki pośród szarej rzeczywistości komunistycznej. Dopiero jednak po przyjeździe na Wybrzeże Kości Słoniowej dane mi było zobaczyć palmy w całej ich okazałości.

  

 

O wyrabianym z niej winie palmowym i „sałacie milionerów” już kiedyż pisałem. Bynajmniej nie kończy się jednak na tym zastosowanie tej naprawdę cudownej rośliny, które okazuje się być bardzo wszechstronne. Głównym celem jej uprawy jest oczywiście pozyskiwanie tłoczonego z owoców oleju, używanego do przygotowywania tradycyjnych potraw, lub jako… olej mechaniczny. Wykorzystuje się go również np. do produkcji margaryny (pamięta ktoś jeszcze „masło palmowe”?). Na studiach, podczas ćwiczeń laboratoryjnych, uczyłem się otrzymywać mydło ze smalcu. Podobnej sztuki i to na skalę przemysłową próbowałem dokonać na bazie wspomnianego oleju. Niestety odczynniki chemiczne w Soubré okazały się na tyle drogie, że poza zaspokojeniem ciekawości, interes zwyczajnie nie wyszedł.

 

Pozostałe po oleju wytłoki stanowią znakomity opał (eksportowany również do europy jak bio-paliwo i używane np. w elektrowniach). Popiół z kolei, jako bardzo bogaty w mikroelementy, chętnie jest używany jako nawóz w ogródkach i na plantacjach.

Liście palmy od wieków używane były do krycia domów, a ogołocone z bocznym listków rdzenie stanowią łatwy w obróbce budulec, z którego można wykonywać płoty i ściany. Z rdzeni samych listków wykonuje się miotły, przypominające nieco nasze brzozowe, zaś grube końcówki liści po wysuszeniu stanowią znakomity opał do przydomowych palenisk.

 

 

Niemal każda część tej rośliny może być więc jakoś spożytkowana i to często na kilka różnych sposobów. Paradoksalnie tylko pień do niczego się nie nadaje: wewnątrz przypomina on nasiąkniętą wodą, włóknistą gąbkę, bardzo trudną do spalenia. Na szczęście w tutejszym klimacie wszystko szybko gnije, a na starym pniu lubi rosnąć jadalny gatunek grzyba – taki afrykański opieniek, więc i z pnia można mieć jednak jakiś pożytek.